Oczy czarne, łzy skroplone
Nie ma czasu na przykrości
Smutek mocny, myśli obalone
Pogrążają się w nicości
Nikt nie płacze, choć szloch słyszy
Ten kto ucha nadwyręży
Jeno nie wie, czy to myszy
Czy to umysł gdzieś coś mitręży
Wieki całe tych rozpaczy
Nie znalazł nikt sposobu
Czas być może im wybaczy
Gdy położą mnie do grobu