Gdy nastroje wciąż ponure
I ustawiasz się pod murek
Kłębią się chmury bure
A w głowie pełno bzdurek

Ciągle myśli o nadziei
Poszukujesz nawet w leśnej kniei
Gdy wszech myśl dobrą już ucięli
Czekasz od niedzieli do niedzieli

Dłoń zamknięta, a krew czarna
Przejechana leży sarna
Nie za zemstę a pokutę
Dłoń związana drutem

Walić szkoły i kościoły
Porządek gospodarstwa i stodoły
Kochać, kłamać jedno serce
Rozbije się w podzięce

I choć wołałbyś ratunku
Umoczone usta w trunku
Zbrodnia jaka to czy kara
Pokonali już Cezara

Upadł Rzym, upadły ludy
Pan do domu, a pies do budy
Powalone hasła w liter księdze
A ja z czasem tylko pędzę

Nie ma puenty, nie ma łez
Tak jak usechł czarny bez
Nie ma jutra, nie ma przyszłości
I nie będzie już radości