Sam naprzeciw siebie
Jak w lustrze odbity
Po mrocznym błądzi niebie
Które ziszcza czary i mity

I w puszczy gęstym gąszczu jak włókno
Ten pustelnik walczący o życie
Któremu już nawet marzenia cuchną
Choć wciąż myśli o nich skrycie

I rozpatruje wszelkie horyzonty
Ukryte za drzew koroną
Mimo jej szuka raz pięćdziesiąty
Aż nadzieją mu ślepia zapłoną

Tam statek płynie po morskiej krainie
Tak zgiętej wody ciężarem
Zbyt mały na naczynie z którego słynie
Tak przytłoczony towarem

Tam równiny spowite tłokiem wieści
Ten ruch któremu nie sprosta
Szybkością której nie pomieści
Drążąca umysł myśli chłosta

Tam dzieje narodów na nieboskłonie
Jak film świecą migotliwie
Światła w których spojrzenie tonie
Niepotrzebnie tak właściwie

Utkwiony w myśli prądach
Człowiek patrzący jeno mgliście
Choć tak nie wygląda
Smutny taki żywot rzeczywiście