Wszystko mi jedno
Wstać, upaść, powstać
Sęk trafić w sedno
A z rozumem się nie rozstać

Nie pozbawić siebie szansy
Na zbawienie duszy, ciała
Niech szaleją tam szympansy
Lecz nie tego dusza chciała

Nie miej do mnie zwady
Nie patrz z góry na upadek
Też nie dajesz dobrej rady
To nie może być przypadek

Gdy popadasz w negowanie
„Nie” wygrywa w twoich słowach
Łamie się rozumowanie
A ty szukasz winy Boga

To twoje jest przekleństwo
Załamanie trosk nieboskich
Wszystko jedno twe jestestwo
To jest koniec marzeń wąskich

I zaczynasz obojętność
Co przejmuje wszelkie myśli
Nic nie znaczy już majętność
Wszystko zatem w nicość wyślij

I nastaje wielka cisza
Pustka w sercu, głowie
Rozsądek to już nisza
Uczucia mszczą się na Tobie

Co nie zrobisz – wszystko źle
Ciagle w myślach – nie, nie, nie
Nic nie jesteś w stanie poznać
Ani nawet czegoś doznać

Gdy popadniesz w obojętność
Nic już nie jest pewne
W każdym okruchu widzisz natrętność
A łzy nadal płyną rzewne

Jak to drzewiej bywało
Szukasz ciągle odpowiedzi
Pragniesz by coś się stało
Kiedy Cię w końcu nawiedzi

Smutek, trwoga, niepokoje
Gdzie ta radość, gdzie ratunek
Nie pomogą modły, stroje
A w rozpaczy widzisz trunek

Hej panowie bracia – nic to
Przeto Bóg rozpozna swoich
Z Najwyższym bądź na czysto
Pozbądź się grzechów moich

I to mogło by być sedno
Lecz kto wie czy to prawda
Znów powiesz – wszystko mi jedno
I to jest właśnie życia szantaż.