Myśli czarne, niespokojne
Bałagan w głowie buczy
Brudne to jak widły gnojne
Natłok złego ciągle huczy

Trudno pisać, myśleć ciężko strasznie
Czemu los ten mi się przyśnił
Choćbym chciał śmiać się rubasznie
A nie umysł wrażki czyścił

Ten kto pyta nie zwykł błądzić
Lecz o odpowiadającym nikt nie wspomni
Kim ja jestem by ich sądzić
I o nim nikt nie trąbi

Gdy upadek jest na szczycie
Nic już nie zostanie na dnie
Ciche jeno słychać wycie
Zanim się człowiek całkiem rozpadnie

O rozpaczy słodkie łzy płaczliwe
Wy co ciekną czasu biegiem
O jakie wy jesteście szczęśliwe
Że nikt o was nie wie

Co istnienie nam czy piekło
Towarzyszki dnia następnego
Byle wybawienie nie uciekło
Od tego wszystkiego niepotrzebnego

Liczę morza, liczę kraje
Czy uciekać, czy oddać w niewolę
Wciąż ma rozpacz nie ustaje
Ja to wszystko zaś pierdolę