W nieskończonym gąszczu myśli
Kurz którego nikt nie czyści
Tabuny od wściekłości spienionych fal
I ponure scenariusze rozpoczynają bal
Tańce i hulanki posępnych widm przeszłości
Rozszalałe wspomnienia zabraniające radości
Nieprzeliczone rany i blizny czasu
Promieniejące w rozpaczy basu
Orkiestra ciemności dudni słowami
Melodię do reszty zalaną łzami
Tragiczne losy młodej pary nadziei i miłości
Przepraszające spojrzenia spokoju wobec gości
Płynące pod sufit balony tego co dobre
Ulotne jak wszystko co piękne i mądre
I Ty w centrum kryształowej sali
Jedyny wierzący że goście pozostali
Budzisz się ze snu zimowego wzburzenia
Wpatrzony w kroczące na wieczność marzenia
Zbolały zgorzkniały i cierpki
Wciąż koszmaru cierpiący udręki